"Każdy ma swoje demony, z którymi albo walczy, albo się z nimi zaprzyjaźnia..." Jak duży mamy wpływ na to, jak wygląda i jak będzie wyglądało w przyszłości nasze życie? Jaką miarą jesteśmy w stanie realnie zmierzyć własną sprawczość? To pytania, na które odpowiedź jest trudna i przychodzi albo późno, albo wcale... Niektórzy w ogóle nie szukają na nie odpowiedzi bo albo ich to nie interesuje, nie ma znaczenia albo boją się, że nie będzie ona w pełni satysfakcjonująca, nie wspominając już o zadowoleniu. Czasem chciałabym być jedną z takich osób. Czasem naprawdę lepiej nie wiedzieć...
Tytuł - "Dobranoc wszystkim nieżywym"
Autor - Mateusz Łukaszczyk
Wydawnictwo - Mamiko
Gatunek - Literatura piękna
Data wydania - 05.12.2025
Ilość stron - 138
ISBN - 9788368140699
Ta książka to nie jest typowa powieść. Zamiast fabuły otrzymujemy obszerny i dość ciężki monolog bohatera, pogrążonego w przerażającym zmęczeniu i rozczarowaniu, będącego uwikłanym w spór z Bogiem i z samym sobą. Narracja, którą prowadzi ów bohater jest świadomie kierowana w sposób znaczony wyraźnym dyskomfortem; można zgubić się między brutalnością, a czułością, pomiędzy ironią a sentymentalnymi wspomnieniami i zachłysnąć się filozoficznymi refleksjami wymieszanymi z poczuciem rozpadu. Ten dziennik, ponieważ właściwie tym jest ta książka, roztacza wokół siebie ciężką i lepką atmosferę... Im dalej, tym ma się większe poczucie stania się świadkiem czegoś prywatnego, czegoś bardzo intymnego, co głęboko nasiąknęło smutkiem i frustracją, gdzieś po drodze kradnąc sens zwyczajnego jestestwa. Chaos obecny w zwierzeniach starego człowieka i bardzo częsta ucieczka w dygresję, sprawiają że możemy przestać czuć się stabilnie...
"Dobranoc - tym razem już bez obietnicy jutra..."
Coś więcej o książce...
Plusem tej książki było samo doświadczenie tematu i jego pozornej prostoty, która jest jedynie iluzją skrywającą psychologiczną głębię człowieka, który stoi gdzieś pomiędzy i to pomiędzy w końcu zaczyna go zwyczajnie przerastać, może nawet męczyć. Ta książka, której tytuł właściwie nie ma niczego wspólnego z treścią, była dla mnie pewnego rodzaju eksperymentem, w odbiorze dość dziwnym. Jednakże nie dlatego, że nie była zrozumiała, a dlatego że nie mogłam jej jednoznacznie skategoryzować. Mimo dobrego zwrotu akcji, cała ta egzystencjalna introspekcja była dla mnie mroczna nie w sposób, który lubię.
Po skończonej lekturze zastanowiłam się chwilę nad tym co właściwie przeczytałam... Wszystko to było dla mnie pamiętnikiem pisanym przez człowieka, który albo w którymś momencie utracił kontrolę i sprawczość w swoim życiu albo w ogóle jej nie miał i zaczął obarczać za to winą kogoś innego. Człowiek słaby, uwikłany w dość toksyczne relacje ze społeczeństwem, ale też chyba przede wszystkim ze sobą, stał się dla mnie buntownikiem, który krzyczy na krzesło o które sam chwilę temu się uderzył. Być może cała to postać to bardziej skomplikowana psychologia, jednak nawet mimo rozumienia obecności pewnych mechanizmów czy zauważenia jej traum, nie da się z nią sympatyzować. Przez chwilę czułam wręcz odrazę do bohatera i do tego w jaki sposób pokierował swoim życiem, mimo że rzecz jasna sama nie jestem dobrym kierowcą za "kółkiem" swojego.
Podsumowanie
Osobiście nie poleciałabym tej książki innym, mimo że objętościowo jest to pozycja którą można pochłonąć w godzinę, to dla mnie była zbyt duszna i irytująca. Niemniej jednak trzeba przyznać, że mimo tego że nawet jeżeli nie daje satysfakcji, to wywołuje emocje i jakieś reakcje, a to w literaturze bardzo istotne. Jeśli miałabym wystawić jej ocenę to byłaby to ocena tylko i aż dopuszczająca.
Źródło grafiki: lubimyczytac.pl
Elizabeth Warren

Komentarze
Prześlij komentarz