Żeby czytać, muszę mieć wenę. Wybieram książki głównie intuicyjnie, ale nie ukrywam, że stan mojego samopoczucia również ma wpływ na to, po którą pozycję sięgnę. Czasem jest tak, że wybiorę jakąś książkę, która w danym momencie mnie zainteresuje i przez pierwsze kilka stron jestem zadowolona z wyboru. Jednak potem humor i nastawienie się zmienia, a treść przestaje być na ten czas dla mnie ciekawa i zaczynam się męczyć. A przecież nie chodzi o to żeby czytanie, które jest moją pasją, stało się uciążliwe. Odkładam więc tę ciążącą mi książkę i biorę się za następną - Tutaj zaczyna się ruletka, albo się wciągnę albo nie; I takim oto sposobem mam zaczęte 4 książki, o których chciałabym pokrótce opowiedzieć.
Pierwszą z nich i najdłużej leżącą na półce jest książka pt. "Bóg. Nowa biografia", autorstwa Phillipa Almonda, od wydawnictwa Bellona. Autor rozwodzi się w niej nad tytułową postacią istoty ponadczasowej i wszechmocnej, która istnieje od zarania dziejów w różnych kulturach, pod wieloma postaciami. Prezentuje jego biografię pełną paradoksu, dramatu, bezczasowości i transcendentności. Ukazuje jej wewnętrzną i zewnętrzną naturę - Od wtedy do teraz. Książka może i ciekawa, ale bardzo ciężko jest mi przez nią brnąć ponieważ jest napisana dość trudnym dla mnie językiem. Powiedziałabym, że to fachowe przedstawienie faktów popieranych konkretnymi wersetami z Biblii, które poddawane są analizie i rozważaniom autora. Wracam do niej od czasu do czasu, pokonując po kilka stron. Nie jest to książka fabularna, zatem dla mnie na pewno nie "na raz".
Kolejna to drugi tom trylogii "Achaja", z pod pióra naszego rodzimego autora Andrzeja Ziemiańskiego, wydawnictwa Fabryka Słów. Tytułowa bohaterka to młoda księżniczka, która z powodu intryg swojej macochy trafia do wojska. Tam czeka nią inna rzeczywistość. O wiele bardziej brutalna, w pewnym sensie dzika i przytłaczająca... Achaja jednak robi wszystko by przetrwać i przeżyć. Diametralna przemiana jaka w niej zachodzi jest niemal zaskakująca. Tyle przeciwności, tak silny wiatr sypiący piach w oczy, a ona wciąż pozostaje ludzka - Ze swoimi uczuciami, pragnieniami i marzeniami, przez chwilę zepchniętymi w niepamięć. Uczy się funkcjonować w nowym dla siebie świecie, mam wrażenie budując w sobie chęć zemsty za przeszłość. Jednakże to nie tylko opowieść o dzielnej istocie, ale również o tajemniczym magu i dwóch krętaczach, którzy dzięki kłamstwom i sprytowi pną się po drabinie społecznego statusu. Nie wiem czy i w jaki sposób ich losy się połączą, ale jest to jedyny powód dla którego wciąż mam chęć czytać tę książkę. W przeciwnym razie byłaby jedną z dwóch, których nie dałam rady przeczytać. Więcej opowiem w podsumowaniu trylogii.
Następną w kolejce jest "Duchowe życie zwierząt" od wydawnictwa Otwartego, której autorem jest pan Peter Wohllenan. Ja mam akurat wydanie ilustrowane, co dodatkowo umila mi czytanie. Książka opowiada o tym na co wskazuje tytuł. Napisana jest bardzo łatwym w odbiorze językiem, jak dla mnie w formie ciekawostek z konkretnym komentarzem. "Czy zwierzęta odczuwają ból?" "Czy zwierzęta potrafią kochać?" - Na tego typu pytania znajdziemy w książce odpowiedź, która przynosi refleksję w kwestii ogólnie przyjętego pojęcia o naszych braciach mniejszych. Jednak bądź co bądź to też nie jest dla mnie książka, którą mogłabym przeczytać na raz. Raczej ją sobie dawkuję - Rozdział, trzy dziennie. Przyjemność na dłużej :)
Ostatnia książka od wydawnictwa Agora, to dzieło pana Simona Boas'a o tytule "Poradnik umierania dla początkujących". Tej książki akurat słucham w audio i nie wiem czy to był dobry pomysł. Nigdy nie ciągnęło mnie do słuchanych treści, znacznie bardziej wolałam czuć w rękach ciężar historii. Jednak w końcu się skusiłam i postanowiłam spróbować. Książka jest napisana przez 46 letniego mężczyznę, który pewnego dnia niespodziewanie otrzymuje przerażającą diagnozę - Nowotwór. Bardzo wielu ludzi załamuje wtedy ręce. Kulą się w sobie i czekają na ten ich ostatni dzień. Ale Simon nie czeka. On jeszcze żyje i mimo świadomości bliskiej śmierci, o której przypomina mu ból, próbuje cieszyć się i delektować chwilami które mu zostały. Choroba przyniosła mu zmianę - Nie tylko fizyczną, ale przede wszystkim mentalną i duchową. Zmienia się jego światopogląd, podejście do tego co wydaje się być takie oczywiste i stabilne, jak gdyby niezwyciężone i stałe, a okazuje się bardzo kruche i pozorne. Autor swoją opowieścią daje motywację do czerpania z życia garściami i prosi by nauczyć się zauważać w swym istnieniu głównie dobre rzeczy. Zdobywajmy doświadczenia, cieszmy się, wzajemnie się inspirujmy. Nie czekajmy bo nie ma na co czekać. Trzeba żyć póki piach w klepsydrze naszego istnienia jeszcze się sypie. Gdy się skończy, wkroczymy na nową drogę. Na drogę, na której przecież też możemy tańczyć...
Po głowie chodzi mi jeszcze "Dziewięć marzeń" Martiny Zawadzkiej (Wydawnictwo lovelajf). Trwają wakacje, więc chcę trochę popodróżować. Co prawda w wyobraźni i "palcem po mapie", ale w taki sposób również można się cieszyć pięknem wyspy Bali :) Cóż, może w weekend. Tymczasem wracam do zwierząt!
Źródło grafiki: lubimyczytac.pl
Elizabeth Warren




Komentarze
Prześlij komentarz