Kojarzycie może "Trupią farmę"? To takie eksperymentalne miejsce, w którym składuje się ludzkie ciała i obserwuje przebieg ich rozkładu w różnych warunkach. Ciała umieszczane są w rozmaitych miejscach - Na otwartej przestrzeni, zakopane w ziemi, zanurzone w wodzie albo ukryte w bagażniku samochodu. Grupa antropologów sądowych bada skutki oddziaływania natury na ciała, starając się odpowiedzieć na pytania takie jak między innymi: Gdzie ciało rozkłada się szybciej - W samochodzie na tylnym siedzeniu, pod drzewem na otwartej przestrzeni czy w ciężarówce? Naturalnym zjawiskiem jest fakt, że ciała w różnych miejscach ulegają rozkładowi w odmiennym tempie. Wpływ na to mają czynniki atmosferyczne takie jak temperatura, deszcz albo słońce. Ma znaczenie również umiejscowienie - Czy ciało jest osłonięte czy nie, czy znajduje się w pomieszczeniu czy na bagnie. A jak się to ma w przypadku rodzaju śmierci - Czy to jak zginął denat też ma jakieś znaczenie jeśli chodzi o postęp rozkładu? Choroby jakie przebył, czy była to śmierć naturalna, gwałtowna w wypadku czy może samobójcza? Badania nad tego typu kwestiami są niezwykle pomocne w kryminalistyce, gdyż przyczyniły się np. do ułatwienia identyfikacji zwłok czy określenia czasu zgonu. Wszystko fajnie, ale o ile na farmach nikogo nie interesuje kwestia sprzątania, tak poza nimi problem jest już znaczący. I właśnie o tym jest ta książka, o sprzątaniu po osobach zmarłych.
Tytuł - "Jak usunąć wujka z podłogi? Zawód: Sprzątanie po zgonach"
Autor - Małgorzata Węglarz, Mateusz Węgrowski
Wydawnictwo - Pascal
Gatunek - Reportaż
Data wydania - 03.07.2024
Ilość stron - 304
ISBN - 9788383173511
Większość z nas nie zastanawia się nad tym, co się dzieje po zabraniu ciała z miejsca zbrodni. Nie rozmyślamy nad tym co dalej kiedy zakład pogrzebowy zabierze ciało samobójcy, który we własnym domu wysadził się granatem. Nie poświęcamy uwagi temu co następuje po wyniesieniu z mieszkania ciała staruszki, która umarła samotnie we własnym łóżku, w którym przeleżała 3 tygodnie... Nas to nie dotyczy, więc nie przykładamy do tego wagi. Wagi nie, ale bardzo często przykładamy ucho do "drzwi, za którymi omawiany jest ten problem". Jesteśmy ciekawi, poszukujemy sensacji i gonimy za dreszczykiem emocji, przy tym bardzo często pozostając biernymi w kwestii czyichś historii. O tym też opowiada ta książka.
Coś więcej o książce...
Ta książka to wywiad z człowiekiem, który jest właścicielem jednej z pierwszych firm w Polsce, która zajmuje się sprzątaniem funeralnym. Mateusz Węgrowski opowiada historię zza kulis swojej profesji, bardzo często opowiadając o drastycznych przypadkach z jakimi przyszło mu się zderzyć. Mówi o ciężkich początkach swojej działalności i o jej rozwoju w miarę upływu czasu. Wskazuje na wciąż istniejące błędy i niedomówienia w branży, a przede wszystkim uświadamia, że to jest to ciężka i trudna praca, wymagająca wysiłku fizycznego i odporności psychicznej.
"Dlaczego do wyczyszczenia mieszkania po babci nie wystarczy szmata i dobre chęci?" - Odpowiedź na to pytanie kryje się w treści. Wytłumaczone jest to jasno i takim językiem, który pozwala zrozumieć złożoność zagadnienia. Czytało się dobrze, miejscami pojawiał grymas (delikatnie mówiąc) zniesmaczenia - Szczególnie przy opisie dramatycznych i nieco surrealistycznych sytuacji, z jakimi przyszło się mierzyć pracownikom firmy (Strzępki mózgu, które oblepiały sufit, ściany i meble po tym jak mężczyzna strzela sobie głowę, albo łazienka tonąca we krwi po tym jak kobieta podcięła sobie żyły). Ta praca to spore wyzwanie, wymagające od mierzących się z nim ludzi dużo cierpliwości, opanowania a przede wszystkim dużo wiedzy bo usuwanie plam powstałych poprzez rozlanie się płynów ustrojowych czy fekaliów to wcale nie jest łatwa rzecz. Na stronach książki jest sporo światła, a czcionka którą jest napisany tekst jest dość duża, dzięki czemu bardzo szybko się czyta, mimo rzecz jasna tematów trudnych i nierzadko skomplikowanych.
Podsumowanie
To także opowieść o relacjach międzyludzkich. To obraz obojętności wobec drugiego człowieka i zasłaniania się słynnym stwierdzeniem "To nie moja sprawa". W to wszystko wkręcona jest oczywiście samotność. Przerażająca samotność... Bardzo wielu ludzi, zwłaszcza starszych odchodzi w zapomnieniu - Przez rodzinę, sąsiadów, społeczeństwo; Czasem we własnych łóżkach, czasem w łazience a niekiedy w przedpokoju w drodze do kuchni. Niektórzy być może odchodzą szybko, niespodziewanie. Inni gasną trochę później, powoli... Leżą na wykładzinie w salonie albo przed kuchnią na parkiecie ułożonym w jodełkę i za pewne w cierpieniu ciała i duszy oddają ostatnie tchnienie. To smutne jak te relacje międzyludzkie uległy zmianie na przestrzeni czasów. Kiedyś ludzie byli bardziej otwarci, sąsiad znał sąsiada, interesował się co u niego słychać. Dziś mamy przewagę introwertyków, dziś częściej słychać "To nie moja rzecz", "Nie moja sprawa, nie będę się wtrącać". Czasem może warto się wtrącić i reagować wcześniej na nieobecność drugiego człowieka, sąsiada którego co rano widzieliśmy na spacerze a od jakiegoś czasu przestał wychodzić. Warto zwrócić uwagę na jego los przed tym zanim na klatce schodowej poczujemy nieprzyjemny fetor gnijącego mięsa... Izolujemy się, chcemy sami. Zamykamy się w bańce własnego życia, moim zdaniem w pewnym sensie robiąc krzywdę sobie i innym. Nie jesteśmy na tym świecie sami więc nie dążmy tak uparcie do samotności, która kiedyś może okazać się naszym największym wrogiem...
Źródło grafiki: swiatksiazki.pl
Elizabeth Warren

Komentarze
Prześlij komentarz