Ta książka pojawiła się w
moim życiu całkiem przez przypadek, ale w dobrym momencie (Przynajmniej tak
myślałam). Borykałam się wówczas ze stanem przed depresyjnym i chwytałam się
wszystkiego co mogłoby mi pomóc "Wypłynąć na powierzchnię". Z chęcią
więc przygarnęłam te trzysta stron z nadzieją na wykonanie choć małego czy
wręcz jakiegokolwiek kroku ku zmianie swojego życia. Dwa tygodnie później
zdiagnozowano u mnie depresję...
Tytuł - "Moc pozytywnego myślenia"
Autor - Norman Vincent Peale
Wydawnictwo - StudioEMKA
Tłumaczenie - Marta Umińska
Data wydania - 01.01.1995
Ilość stron - 326
Gatunek - Poradnik
ISBN - 8385881190
Coś więcej o książce...
Norman V. Peale to dotychczasowo nieznany dla
mnie autor. Przed sprawdzeniem z czyim dziełem tak naprawdę mam do czynienia,
kupiłam pozycję o wdzięcznym tytule, jako że tonący brzytwy się chwyta. Już po
pierwszym rozdziale odkryłam, że autor to protestancki pastor i już wiedziałam,
że nie będzie łatwo... Nie pomyliłam się. Ta książka to jeden wielki absurd
mimo, że autor uważa iż jest to zbiór "Praktycznych, skutecznych metod
prowadzenia udanego życia". Książka formatowo jest mniejsza niż
standardowe wydania, zatem tekst na stronie jest bardziej "Zbity".
Rozdziały nie są zbyt obszerne, a każdy z nich zawiera inną historię, w której
zawarta jest cenna rada. Nie jest napisana jakimś szczególnie trudnym językiem,
a raczej w sposób przystępny w odbiorze dla czytelnika, choć były chwile gdy
musiałam się zastanowić co tak naprawdę autor chciał nam przekazać. Słowem
"klucz" tej książki jest słowo WIARA. Zawarte jest tutaj przekonanie,
że jeśli wierzysz odpowiednio mocno, co jest istotne!, to będziesz miał
wszystko czego tylko zapragniesz. Zatem wiara, wiara i jeszcze raz wiara - W
siebie, w swoje możliwości, ale przede wszystkim w Boga bo tylko od Niego
zależy czy będziesz miał dobre życie. Wobec tego jeśli jesteś człowiekiem małej
wiary, to masz poważny problem bowiem silna wiara to solidny fundament, bez
którego nic się nie uda albo uda się niewiele. Drugą kwestią w pracy nad
polepszeniem jakości swojego bytu, jest funkcjonowanie w pełnej zgodności z religią. Życie można zmienić jedynie we
współpracy z Bogiem, w pełnym przekonaniu że tylko On może poprowadzić Cię
odpowiednią drogą, wyrwać Twój umysł z otępienia i być dla Ciebie "Złotym
środkiem". Przerzucając kolejne strony tylko utwierdzamy się w tym, że
jedynym słusznym wyborem jest żarliwa modlitwa, lojalność wobec Stwórcy i
poświęcenie. W pewnym momencie zaczyna się rodzić subtelna myśl "Co w
takim razie z moją wolną wolą i wolnością w szerokim tego słowa
znaczeniu?" - Z treści wynika, że nie ma to znaczenia, ponieważ jeżeli Bóg
uzna, że coś czego pragniesz w swoim życiu jest zgodne z Jego wolą i odpowiada
Mu to, to to otrzymasz (Oczywiście pod warunkiem, że będziesz się żarliwie
modlił!), lecz jeśli uzna że na coś nie zasługujesz i jest to sprzeczne z Jego
planem, to najlepiej całkiem odpuść bo nieważne jak bardzo będziesz się starał,
i tak tego nie osiągniesz. Dzięki temu czytelnik całkiem zatraca poczucie bycia
wolnym i odnosi wrażenie, że tak naprawdę nigdy nie miał pełnej władzy i
kontroli nad swoim własnym życiem, uzależnionym od wszechmogącej istoty.
Autor przekonuje, że naprawdę
wszystko zależy od Boga i jedynie w Nim prawdziwa nadzieja - To strasznie demotywujące przesłanie... Zaczynasz czuć się w pewnym sensie ograniczony, jak
marionetka, przez co wypracowujesz sobie myślenie w stylu "Moje życie jest
tylko namiastką czegoś większego. Prowadzę pustą egzystencję, w której będę
wiecznie nieszczęśliwy i schorowany!" - Do tego smutny i sfrustrowany, a poziom
Twojego jestestwa osiągnie zero. To wszystko jest tak irracjonalne, że aż
ciężko to wyrazić!
Kolejną abstrakcją
zawartą na kartach książki jest przesłanie "Lepiej
więc przyłącz się do kościoła, jeśli nie chcesz umrzeć młodo" lub "Żonaci
mężczyźni i zamężne kobiety żyją dłużej niż osoby stanu wolnego. Być może
dlatego, że małżeństwo może podzielić zmartwienie i nerwy na pół",
a jeśli wierzysz że możesz czegoś dokonać, to rzeczywiście możesz. Z BOŻĄ
POMOCĄ. Kosmos... Wobec tego ateiści będący singlami muszą być najbardziej
nieszczęśliwymi ludźmi na świecie, a współczynnik umieralności w młodym wieku w
tej grupie jest trzykrotnie wyższy niż w grupie związanych węzłem małżeńskim
ludzi.
Podsumowanie...
Czy to nie brzmi jak kiepski żart?
Czy to aby na pewno nie jest podział na ludzi lepszych i gorszych? Bo mi to
wszystko właśnie tym pachnie... Dla mnie cała ta książka, po której
skończeniu śmiem twierdzić, że lekko podchodzi pod fanatyzm, od A do Z to
czysta aberracja! Podczas czytania zdenerwowałam się znacznie bardziej niż
podczas czytania trzeciej części Zmierzchu, a tamto to już był hardcore... Ten
"Poradnik" obok tego, że zaburza równowagę w kwestii poczucia własnej
wartości i wolności, to dodatkowo zniechęca do religii. Nachalnie narzuca wiarę
jako jedyny sposób na osiągnięcie spełnienia w życiu i uzależnia od niej
funkcjonowanie człowieka jako istoty rozumnej i teoretycznie posiadającej wolną
wolę, która gwarantuje szeroki wachlarz możliwości wyboru. Moim zdaniem jest to
najbardziej destrukcyjny poradnik w dziedzinie coaching'u z jakim się
kiedykolwiek spotkałam! Dlatego też, nie polecam nikomu tej książki. Jeśli nie
chcesz psuć sobie humoru i aby poziom Twojej irytacji sięgnął zenitu, naprawdę
NIE sięgaj po tę pozycję. Chyba, że masz wielki dystans do świata lub
traktujesz wiarę jako wyznacznik życia - Wtedy szczerze polecam. Ale w mojej
ocenie są znacznie lepsze książki, na które nie żal poświęconego czasu.
Źródło grafiki: empik.com oraz prywatne
Elizabeth Warren
Komentarze
Prześlij komentarz